Sciura Milanese: Kim jest ta tajemnicza dama z Mediolanu?

Sciura Milanese - tajemnicza dama z Mediolanu

Kiedy wiele lat temu wylądowałam w Mediolanie jako au-pairka, nie miałam pojęcia, co mnie czeka. Zamieszkałam z typową mediolańską rodziną, wiesz, z tych, co to piją espresso w biegu i narzekają na ruch, jakby sami nie jeździli tymi swoimi fiatami. Opiekowałam się ich dzieciakami, ale prawdziwą zagadką były dla mnie babcie tych małych diabłów. Dwie starsze panie, zawsze eleganckie, z włosami ułożonymi jak na reklamie lakieru i torebkami, które trzymały tak, jakby ktoś im za to płacił. Jedna zawsze w perłach, druga z czerwoną szminką, której nie powstydziłaby się gwiazda filmowa z lat 50.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to „sciure milanesi” w pełnej krasie, dla mnie to były po prostu dwie dystyngowane baby, co przychodziły z ciastkami i spojrzeniem, które mówiło: „Uważaj, młoda, bo ja tu rządzę”. Dopiero później dotarło do mnie, kim są te ikony Mediolanu. I powiem wam jedno – te dwie babcie zostały mi w głowie na zawsze, jak odcisk szpilki na parkiecie.

Kim jest „sciura milanese” (polska wymowa: „sziura”)? To nie tylko starsza pani w futrze, to symbol mediolańskiej kultury, kobieta, która łączy elegancję z odrobiną snobizmu i żyje tak, jakby świat kręcił się wokół jej małej torebki. Jeśli chcesz wiedzieć, jak wygląda, gdzie mieszka i co robi na co dzień, to usiądź wygodnie, zaraz ci opowiem.

Co oznacza „sciura milanese” i skąd się wzięła?

Sciura” to słowo, które mogłoby paść z ust mediolańskiego taksówkarza, gdy elegancka starsza pani w futrze próbuje zatrzymać jego samochód pośrodku ulicy. Pochodzi z lombardzkiego dialektu i oznacza po prostu „panią”.

Ale w Mediolanie nabrało ono zupełnie innego smaku. „Sciura milanese” to nie byle jaka pani, to kobieta z klasą, z centrum miasta, która ma w sobie coś z arystokratki, nawet jeśli jej konto nie zawsze nadąża za stylem życia. W Mediolanie traktują ją jak skarb, trochę jak Duomo albo risotto alla Milanese. Nie żartuję, piszą o niej w magazynach, fotografują na Instagramie, a nawet porównują do „Ostatniej Wieczerzy” da Vinci. Dlaczego? Bo sciura to kwintesencja „milanesità„, tego wyjątkowego charakteru Mediolanu, w którym elegancja łączy się na co dzień z praktycznym podejściem do życia.  Jeśli Mediolan to stolica mody, to ona jest jego nieoficjalną ambasadorką, która nigdy nie wychodzi z domu bez idealnie ułożonych włosów.

Jak wygląda i gdzie mieszka sciura milanese?

Wyobraź sobie starszą panią, która wygląda, jakby właśnie wyszła z planu filmu Felliniego. Włosy? Zawsze ułożone, srebrne, białe albo w odcieniu „biondo milanese”, czyli tego blondu, który krzyczy „mam fryzjera na telefon”. Do tego perły albo diamenty na szyi, bo przecież po co wychodzić z domu bez błyskotek? Obcasy niskie, ale eleganckie, żadnych szpilek, bo to nie praktyczne, a sciura wie, co się sprawdza.

Czerwona szminka to jej znak rozpoznawczy, a paznokcie zawsze polakierowane, jakby szła na galę, a nie po bułki. Gucci, Loro Piana, Prada to jej codzienność. Torby z monogramem GG albo chusty Flora z lat 80.? Proszę bardzo. Jedwab z Como nosi nawet do piekarni, a futra zakłada, jakby zima w Mediolanie była syberyjska. Jej styl to taki miks lat 50. z nutą współczesności, klasyka, która nigdy nie wychodzi z mody. I zawsze ma małą torebkę, trzymaną jakieś 10 cm od łokcia – nie pytaj dlaczego, to po prostu działa.

A gdzie mieszka? Nie byle gdzie. Brera, Sant’Ambrogio, Porta Venezia albo Corso Matteotti to jej rewiry. Te dzielnice to mediolańska elita: wąskie uliczki, historyczne budynki i ceny mieszkań, od których kręci się w głowie. Jej apartament? Wysokie sufity, stiuki na ścianach, parkiet w jodełkę, coś, co wygląda jak scenografia do filmu o arystokracji. W środku wszystko musi być na tip-top. Meble z antykwariatu, obrazy, które wyglądają na drogie (i pewnie takie są), i zapach kawy unoszący się w powietrzu. To nie jest mieszkanie, to statement, miejsce, gdzie urządza koktajle dla znajomych albo przyjmuje wnuki na herbatę. Sciura wie, że dom to jej wizytówka, więc nie ma mowy o bałaganie.

Jak sciura robi zakupy i spędza dni?

Zakupy jak rytuał

Zakupy dla sciury to nie sprint po supermarkecie a raczej sztuka. Via Montenapoleone to jej plac zabaw – wchodzi do butików, gdzie obsługa zna ją po imieniu, a przymiarki są jak wizyta u starej przyjaciółki. Kupuje mało, ale dobrze, sukienka od Prady, szalik od Loro Piana, może rękawiczki, bo akurat się jej zgubiły. W jej świecie nie ma miejsca na dres, nawet szybkie wyjście po gazetę wymaga jedwabiu, futra i perfekcyjnej fryzury.

Dzień z życia sciury

Twój dzień pewnie zaczyna się od kawy z ekspresu, ale sciura ma zuoełnie inny pomysł na poranek. Cappuccino z cynamonem w poniedziałki i środy, kakao we wtorki i czwartki, najlepiej w Sant Ambroeus albo Pasticceria Cucchi, gdzie od dekad wciąż panuje ten sam elegancki klimat. Siedzi tam z filiżanką, przegląda gazetę albo plotkuje z koleżanką, która też wygląda jak sciura – to jej moment, kiedy nikt jej nie pogania.

Wieczorem? Aperitif w Bar Basso, spritz albo coś w małym kieliszku, który pasuje do jej torebki. A potem spacer, Villa Necchi albo Giardini Pubblici Indro Montanelli, gdzie chodzi z taką gracją, że nawet gołębie się jej kłaniają. Nie siedzi w domu, salony sąsiadów, parafia, czasem gala charytatywna to jej żywioł. Rozmawia o wszystkim: od polityki po nowy żyrandol w Teatro alla Scala. I zawsze ma coś do powiedzenia, bo w końcu to ona tu rządzi, prawda?

Co sciura lubi robić i jak podróżuje?

Kultura i relaks

Jeśli jest miejsce, gdzie czuje się jak u siebie, to Teatro alla Scala. Opera, balet, premiery, bywa tam regularnie, w sukni, która kosztuje więcej niż mój roczny budżet. Patrzy na żyrandol z 300 żarówkami i kiwa głową z uznaniem – tak, to jej świat. Nie odpuści też galerii sztuki, Pinacoteca di Brera to jej drugi dom, gdzie przechadza się między obrazami, poprawiając perły i rzucając spojrzenia, jakby sama była eksponatem. Gale charytatywne? Też ich nie omija, lubi błyszczeć, dosłownie i w przenośni, a przy okazji zamienia kilka słów z elitą przy kieliszku prosecco. Czasem nawet zajrzy do kina, ale tylko na coś z klasą.

A jedzenie? Risotto alla Milanese to jej klasyk – żółte, kremowe, z szafranem, najlepiej zjedzone w historycznej knajpce. Do tego brioche z marmoladą na śniadanie i spritz na wieczór, bo kto powiedział, że starsza pani nie może się napić? W wolnym czasie chodzi na spacery albo plotkuje z koleżankami. Kiedyś może brała lekcje swinga, ale teraz woli spokojniejsze zajęcia, jak oglądanie wystaw w Pinakotece Brera albo leniwe przeglądanie gazet przy stoliku w ulubionej kawiarni.

Jak sciura gotuje?

A propos jedzenia, zastanawiasz się pewnie, czy sciura w ogóle zbliża się do kuchni. No więc tak, ale nie licz na to, że spędza godziny przy garach. Gotowanie to dla niej sztuka, nie harówka, wszystko robi z gracją, jakby kręcono o niej program kulinarny. Risotto alla Milanese? Opanowała je do perfekcji, miesza je w eleganckim garnku, w jedwabnej bluzce, z kieliszkiem wina w ręku. Nie spieszy się, bo po co? Szafran sypie z taką precyzją, jakby to były diamenty, a parmezan trze tylko najlepszy, prosto od zaprzyjaźnionego sklepikarza z Brery. Inne dania?

Może cotoletta alla milanese z chrupiącą panierką, ale bez robienia bałaganu, bo sciura nie znosi mąki na blacie. Często jednak woli, żeby gotowała jej badantka albo żeby wnuki przyniosły coś gotowego, w końcu ona jest od rządzenia, nie od stania przy kuchni. Ale jak już się za coś zabiera, to efekt jest taki, że chciałabyś usiąść z nią przy stole i poprosić o dokładkę.

Podróże – kiedyś i dziś

Kiedyś jeździła po świecie, kurorty w Szwajcarii, może Lazurowe Wybrzeże, gdzie popijała wino w kapeluszu z szerokim rondem. To były czasy – walizki od Louis Vuitton, zdjęcia w sepii i opowieści, które wnuki znają na pamięć. Ale teraz woli bliższe trasy. Villa Necchi, Parco Sempione, czasem wypad do Brery na kawę to jej nowa mapa świata. Siada w Bar Basso albo Camparino in Galleria, zamawia coś klasycznego i patrzy, jak miasto żyje. Nie spieszy się, bo po co, skoro ma wszystko pod ręką?

Sciura w rodzinie, społeczeństwie i mediach

Matrona z klasą

W rodzinie jest matroną i trzyma wszystko w ryzach. Dorosłe dzieci wpadają na kawę, wnuki na ciastka, a ona rządzi z uśmiechem i żelazną ręką. Często ma przy sobie badantkę, zwykle Filipinkę, która pomaga jej ogarnąć codzienność. Ale nie daj się zwieść, to ona tu dowodzi. Społecznie? Jest gwiazdą. Salony sąsiadów, parafialne spotkania, czasem plotki na schodach to jej żywioł. Należy do mediolańskiej elity kulturalnej, tej, która chodzi na premiery i zna wszystkich, którzy się liczą. Jej status? Wysoki, zapewne jak jej obcasy kiedyś w młodości.

Od ulic do Instagrama

Kto by pomyślał, że trafi na Instagram? Profil @sciuraglam to hit – zdjęcia starszych pań w futrach, z torebkami i szminką, które wyglądają jak z wybiegu. Zajrzyj tam, bo naprawdę warto! Robią furorę, Vogue pisał o nich jako o trendsetterkach, a młodzi podpatrują ich styl. Sciura stała się viralowa, choć pewnie sama nie wie, co to „hashtag”. Jej look trafił do kolekcji na jesień/zimę 2023/2024, a projektanci nagle przypomnieli sobie o perłach i jedwabiu. To nie przypadek, ona jest chodzącą inspiracją, nawet jeśli woli cappuccino od wybiegu.

Sciura na ekranie – we Włoszech i nie tylko

Sciura milanese, ta elegancka pani z Mediolanu, co trzyma torebkę jak berło i rządzi spojrzeniem, nie zawsze ma swoją dokładną kopię w filmach czy serialach, ale jej duch  odbija się w paru postaciach. 

Włoskie przykłady – filmy i seriale

  • Emma Recchi z Io sono l’amore (2009)
    Tilda Swinton gra tu mediolankę z bogatej rodziny – mieszka w willi, wygląda jak z żurnala, a pod tą chłodną elegancją buzuje namiętność. Nie jest stara, ale ma ten sciurowy sznyt – luksus, klasa i nutka dramatu. Jakby rzuciła perły i poszła za głosem serca.
  • Contessa Adelaide z Il Paradiso delle Signore (2015–)
    Vanessa Gravina w tej kostiumowej telenoweli to wyniosła arystokratka z lat 50., zawsze elegancka, zawsze z klasą. Aktorka inspirowała się Maggie Smith, czyli hrabiną z „Downton Abbey”, której cięty język budził respekt. I faktycznie, w spojrzeniu Adelaide jest coś, co sprawia, że wszyscy czują przed nią respekt.
  • Sandra Mondaini z Casa Vianello (1988–2007)
    Sandra w sitcomie to nie klasyczna sciura, za dużo w niej komedii, ale ma ten klimat. Włosy ułożone, ciuchy z klasą, rządzi domem i mężem, a filipińska opiekunka w tle to jak sciurowy bonus. Mediolan od sezonu drugiego, łóżkowe narzekania i trzęsące nogi, niby żart, ale matrona pełną parą.

Poza Italią – kto najbardziej przypomina sciurę?

  • Miranda Priestly z Diabeł ubiera się u Prady (2006)
    Meryl Streep jako lodowata królowa mody – futra, szminka, władza. Nie z Mediolanu, ale z Nowego Jorku, a i tak wygląda, jakby mogła pić cappuccino na Via Montenapoleone. To sciura w wersji turbo – młodsza, ale z tym samym „ja tu rządzę„.
  • Violet Crawley z Downton Abbey (2010–2015)
    Maggie Smith jako hrabina-wdowa to sciura w angielskim wydaniu. Perły, suknia jak jedwab z Como, sarkastyczne teksty – pełen pakiet. Siedzi w Yorkshire, ale mogłaby spacerować po Parco Sempione i nikt by się nie zdziwił.
  • Alexis Carrington Colby z Dynasty (1981–1989)
    Joan Collins w operze mydlanej lat 80. – futra, kapelusze, biżuteria i bezwzględność bizneswoman. To sciura na sterydach, bogata, stylowa, nie do ruszenia. Amerykanka, ale ten luksusowy vibe pasuje jak ulał.
  • Marquise de Merteuil z Niebezpieczne związki (1988)
    Glenn Close jako francuska arystokratka z XVIII wieku – chłodna, wyrafinowana, manipulatorka w jedwabiach. Nie z Mediolanu, ale ma tę sciurową elegancję i stalowy charakter. Jakby sciura cofnęła się w czasie i zaczęła knuć.

Sciura Milanese: Symbol Mediolanu, który wciąż fascynuje

Sciura milanese to więcej niż stereotyp, to żywa legenda, łącząca elegancję, snobizm i mediolański luz. Od Via Montenapoleone po Teatro alla Scala, od cappuccino w Sant Ambroeus po spacery w Villa Necchi, jest wszędzie. Dla mnie zostanie tymi dwiema babciami z czasów au-pairki – dystyngowanymi, trochę władczymi, ale z klasą, której nie da się podrobić.

Chcesz ją poznać? Ruszaj do Mediolanu, tylko nie zapomnij o szmince i małej torebce. Może kiedyś ją spotkasz i kto wie, może nawet cię polubi.

Anna Bujanowska


Anna

Przez 18 lat mieszkałam w Mediolanie i to właśnie tam najlepiej poznałam codzienne życie miasta - nie tylko jego zabytki, ale też rytm, zwyczaje i mniej oczywiste strony. Dziś mieszkam we Wrocławiu, ale do Mediolanu nadal wracam regularnie.